– Po co? Nieźle się ubawiłeś. Co ja mam z tym wszystkim wspólnego?

sądzić.

szkołę, a oni ani razu nie wyściubili nosów na korytarz. Pokazali się dopiero, kiedy miałaś już
– Ale ty tak nie myślisz, prawda, Rainie? I przez ostatnie dwa dni musiało ci być bardzo
opiłki.
czaszką. On na mnie ręką...
więcej... Owszem, Danny miał problemy z kontrolowaniem złości. – Młody człowiek
najwyraźniej w ziemi od czasów, kiedy hulał po tutejszych okolicach pugaczowowski
– Brat Jonasz to prosta, szczera dusza. Ja go spowiadam, wszystkie jego
szczerze. Dużo przeszłam, żeby odciąć się od swoich korzeni, ale nadal jestem córką
w salonie z odstrzeloną głową. I na nieszczęście dla mnie, to ja ją znalazłam.
Pomoże czy nie – Bóg jeden raczy wiedzieć.
sobie obdarłem o mordę ojca Martyriusza. Zębiska, psisko śmierdzące, na piąchę mi
Nie warto nawet wspominać, że biskup od razu się zapalił, żeby jechać do Nowego
czasem w dowodach panuje bajzel. Naszym zadaniem jest zebranie argumentów dla
– Starczy! Mów, co dalej!

    
- Nie pamiętam.

Dzień dłużył mu się w nieskończoność. Wielokrotnie od¬czuwał pokusę zadzwonienia na służbę, ale za każdym razem coś go powstrzymywało przed pozbyciem się kłopotu i od-daniem Henry'ego w ręce ochmistrzyni. Może była to myśl o dezaprobacie Tammy, a może fakt, że chłopczyk zaczynał reagować śmiechem, gdy Mark próbował go rozbawiać. Re¬akcja dziecka sprawiała mu ogromną przyjemność, choć nie potrafił wytłumaczyć sobie dlaczego. To wszystko było dla niego nowe i obce, stąpał po nieznanym terytorium.
- Alicia Paulik dzwoniła do Freda Decluette'a. - Ja osobiście nie zamierzałem się z nim spotkać, Sayre natomiast tak - odparł. - Pojechałem tam i użyłem pocztóweki listów od kolegów Billy'ego jako mojej karty wstępu. Pomyślałem, że dostarczenie ich osobiście pomoże nam zarobić kilka punktów u pani Paulik. Poza tym, chciałem się przekonać, co zamierza Sayre. - I? - spytał Huff. - Moim zdaniem nic wielkiego. Z tego, co widziałem, miała to być zwyczajna wizyta grzecznościowa. - W rozmowie z Fredem pani Paulik wspomniała coś o „czeku na sporą sumkę". Ile mnie to kosztowało? - Nic, Huff. Wypisałem czek bez uprzedniej konsultacji z tobą. Nie musisz mi zwracać ani grosza, jeżeli nie chcesz. - Do diabla, przecież ja sam zasugerowałem, żeby osłodzić im nieco żywot i proszę, tak jak przypuszczałem, ta baba już się łamie. Zatrzymała czek, prawda? - Tak sądzę, - Proszę bardzo - podsumował Huff, wznosząc szklankę w toaście. - Zanim wypijesz za sukces, powinieneś wiedzieć, że kazałem psychiatrze kontynuować spotkania z Billym tak długo, jak będzie to konieczne - powiedział Beck. - Zamierzasz nas puścić z torbami? - jęknął Chris. - Przyznaję, że była to śmiała decyzja, podyktowana potrzebą chwili. Nie miałem czasu na konsultację z żadnym z was. Myślę jednak, że zarobiłem dzięki temu kolejne punkty u pani Paulik. Huff puścił do niego oko. - Nie byłbyś dla mnie wart ani grosza, gdybyś nie mógł podejmować części decyzji samodzielnie. Ufam twoim opiniom, inaczej nie pracowałbyś dla mnie w ogóle. - Tak, ale w ten sposób wyrzucamy tylko pieniądze - skrzywił się Chris. - Co z tego, że dopilnujemy, żeby Billy Paulik poczuł się jak najlepiej może. Co my będziemy z tego mieli? - Nie sądzę, żeby Beck kierował się w tym przypadku ewentualnym przyszłym zyskiem wynikającym z produktywności Billy'ego. - To prawda, Huff. Uznałem to za gest dobrej woli, dzięki któremu może unikniemy kosztującego miliony procesu. Cokolwiek, co może się do tego przyczynić, jest dobrą inwestycją. - Zgadzam się. - Huff wychylił jednym łykiem swojego drinka, rozkoszując się pieczeniem, jakie wywołał burbon w gardle i falą gorąca, rozlewającą się po żołądku. - W jakim nastroju była Sayre, gdy się rozstawaliście? Beck wzruszył ramionami, ale Huff zauważył, że nie jest w połowie tak obojętny, jak chciałby być. - Zjedliśmy razem obiad, kupiłem jej świecidełka, wypiliśmy razem szampana. - I jak poszło? - Huff klasnął dłońmi z zadowoleniem. Beck uniósł brew w grymasie niezadowolenia. - Poszłoby znacznie lepiej, gdyby Chris nie poinformował jej uprzednio o twoich planach matrymonialnych wobec jej i mnie. - Powiedziałeś jej o tym? - spytał Huff Chrisa. - A co to za różnica? - Naprawdę musisz pytać? - Sayre mogła napić się szampana na koszt Becka, ale nie wylądował przez to w jej łóżku, prawda? Co więcej, nie zaprosi go tam, dopóki Beck będzie dla nas pracował.
I od Tammy.
- Nie mogę - jęknął z rozpaczą.
- Bo słuchałeś tylko uszami - przekomarzała się Róża. - Powiedziałam ci właśnie, iż najpiękniejsze w pocałunku jest
Gdy zjawił się książę, Tammy siedziała na drzewie.
- Spodobałby ci się Uśmiech Zachodzącego Słońca?
- Tak, i to było okropne. Pod maską była... pustka. Nie było nic - gołąb aż zadygotał, gdy o tym mówił.
- Ale...
- To był smutny dzień - westchnął Mały Książę.
- Zamierzasz dać nogę i zostawić mnie z tym całym kramem?
- Chyba niewielu - przyznała Róża. - A jak go poznałeś?
- Wybaczcie, proszę. Tammy, poznaj Ingrid. Ingrid jest...
- Moje imię? - nie zrozumiał Mały Książę.

©2019 www.aegrescit.na-czytac.wroclaw.pl - Split Template by One Page Love